Mój kolega Krzywy!

Święta góra. 

1 czerwca. Dzień Dziecka (pieczołowicie wewnętrznie pielęgnowanego). Booking.com bang! Szybki skan dostępnych miejscówek, jeszcze szybszy wybór. Jedziemy. Zaczęło się od relacji koleżanki, przywołanej tu z imienia Marzeny, jej zimowego podejścia na szczyt bliżej mi na ten czas nieznany (ni z nazwy, ni z charakterystyki). Postawiłem sobie za punkt honoru by tak szybko jak to możliwe teleportować się w opisywane miejsce i na własne oczy zobaczyć to co zobaczyłem na prezentowanych mi wtedy zdjęciach.
A widziałem miejsca piękne… w zimowej, bliskiej memu zimnemu sercu scenerii. Wtedy to właśnie, mimowolnie, zapoznany zostałem ze słowakiem o imieniu Krzywy! Bo o Krzywym tu mowa, aka Krzywań, w dowodzie Kriváň.

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Na Słowację przyjeżdżamy dzień wcześniej, porą wieczorową. Wita nas mega uprzejmy gospodarz w jeszcze bardziej uprzejmej knajpie, którą prowadzi równolegle z pensjonatem. Serwuje słowackie i czeskie piwa z lokalnych browarów, tak dobre że dawno tak dobrych nie piłem. Gadka szmatka, opowiadamy o naszym planie na kolejny dzień.. ku mojej uciesze (a może zwątpieniu) słysząc, że Krzywy to dość lajtowy szczyt, wchodzą (a może i nawet wbiegają) na niego dzieci..  jak się później okazało nasz rozmówca na Krzywym nigdy nie był, tzn był, 200m pod wierzchołkiem, co jak się za chwile okaże, robi wielką różnicę. Myślę sobie spoko, jak na pierwszą w tym roku eskapadę w Wysokie Tatry nie ma co szaleć. Prawdę mówiąc ogarnięty miałem jedynie szlak (do wyboru jeden z dwóch) reszta to już tzw ‚obietnica przygody’.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wstajemy względnie wcześnie (7 rano). O 8 jesteśmy w samochodzie, podjeżdżamy pod szlak oddalony o 15 min od naszego base campu. Po drodze szybkie zakupy co by przetrwać cały dzień w górach, jako że na szlaku brak jakichkolwiek schronisk czy innych skupisk ludzkiej aktywności. Wybieramy drogę oznaczoną kolorem niebieskim. Świetny wynalazek w postaci mapy szlaków turystycznych online (www.mapa-turystyczna.pl) podpowiada, że czeka nas 4,5 h marszu na szczyt. Do pokonania mamy 7.5km (one-way). Wspomniany świetny wynalazek podaje jeszcze jedną informację – czekające nas ok 1300 metrowe przewyższenie. Ignor!
Inny wytwór współczesności przepowiada nam pogodę. Od rana świeci słońce, pogoda idealna. Ale ok 13, na 60-70% obszaru Tatr Wysokich pojawić mają się burze. Myślę sobie… niedobrze, o 13 będziemy na szczycie czyli wszystko zacznie się gdy znajdziemy się w najgorszym z możliwych położeniu. Nic to, najwyżej się zawróci. Nie po to tu przyjechaliśmy by rezygnować na starcie.
Odpalamy. Odnalezienie wejścia na szlak zajęło nam 5 min. Ruszamy wąską, dobrze oznakowaną dróżka przez las. Idziemy wzdłuż potoku o obecności którego świadczy bardziej to, że go słychać niż widać. Po ok 20-30 min las robi się co raz rzadszy odsłaniając pierwsze widoki. Marta od 15 min mruczy pod nosem, że już jej się nie chce (tak, po 15 min o startu), że najchętniej by zawróciła, że plecak ciężki, że dalej niż wzniesienie na horyzoncie na pewno nie pójdzie (to wzniesienie to według jej opinii na pewno szczyt- zdjęcie poniżej). Czego by jednak o Marcie nie powiedzieć, ta zawzięta bestia nie odpuszcza. Jestem spokojny, po prostu pierwszy, spodziewany kryzysik. Druga bestia Winter BC sunie ostro na czele. Ta na hasło ‚wycieczka’ podskakuje na swoich czterech łapach pionowo pod sufit więc o nią nie martwię się zupełnie. Podobnie jak ja, jest w swoi żywiole.

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Przyznam uczciwie, że pierwsza godzina i mnie daje się we znaki. Wlewam w siebie butelkę wody a zapasy uzupełniam we wspomnianym wcześniej strumieniu o iście krystalicznej wodzie. Na szczęście dochodzimy do miejsca gdzie na odcinku ok 0,5km szlak niebieski łączy się z czerwonym. Stara droga (obecnie część Magistrali Tatrzańskiej), którą wieki temu sprowadzano wydobywane na Krywaniu złoto daje -dosłownie- chwilę oddechu. Mijamy pierwsze napotkane na szlaku żywe dusze. Para Słowaków, chop jak wiking (ma conajmniej 2,5 metra) i jego usportowiona partnerka. Pytają czy idziemy na szczyt i nie czekając na odpowiedz stwierdzają, że już jest za późno. Że ‚burka’ nadciąga. Że oni startowali o 5 rano i właśnie wracają (mamy kilka minut po 10)…

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Nie zrażamy się, za wcześnie by odpuszczać. Kolejna godzina to mozolne wspinanie się wąską, całkiem stromą ścieżką w gęstym lesie. Marta liczy czas mając wątpliwości czy nasze tempo pozwoli osiągnąć szczyt w planowane 4,5h. Szlak, na ostatnim etapie odcinka, prowadzi przez co raz to niższą kosodrzewinę powoli odsłaniając oblicze przystojnego Krzywego (w swojej mniejszej wersji zwanej małym Krywaniem). Trzeba przyznać, że kolega budzi respekt.

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Zmęczenie daje się we znaki. Idziemy już grubo ponad 2h, cały czas równo pod górę. Winter eksploruje okoliczne hale wypatrując rozwrzeszczanych świstaków (gwiżdżą jak szalone, naprawdę głośno). Łapiemy się na tym, że to pies o wyższym stanie świadomości. Co chwila przystaje, rozgląda się, ewidentnie podziwiając widoki, by nie powiedzieć że wpada w zadumę!

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Drzew i krzewów już praktycznie nie ma. Mały Krzywy w pełnej krasie. To dobry moment na szybką charakterystykę naszego bohatera.
Dość powiedzieć, że w rozlicznych ankietach przeprowadzanych w środowisku miłośników przyrody Krywań zdecydowanie wygrywa kategorię na najładniejszy szczyt Tatr Wysokich. Na pewno po stronie słowackiej. Ba, dla Słowaków to góra wręcz święta, narodowa, o której wspominają w swoim hymnie. Co by Krywań nosić zawsze w kieszeni, umieścili go na rewersie monety 2 euro centów.
W okresie II WŚ podkrywańskie, północne szlaki (obecnie niedostępne) zapisały się również w polskiej historii jako drogi dla kurierów podziemia. Kazimierz Przerwa-Tetmajer popełnił wiersz o Krywaniu, którego słowami żegnano ludzi związanych z Tatrami.
Nie ma to tamto, ostra, piramidalna sylwetka Krzywego naprawdę budzi respekt! Do końca XVIII wieku Krywań uważany był za najwyższy szczyt Tatr. Mimo, że najwyższy jednak nie jest (2494 mnpm. vs 2665 mnpm. Gerlacha), dzierży inny rekord- największą w całych Tatrach wysokość względną nad położoną pod nim doliną (Dolina Koprowa leży 1300 m niżej- przewyższenie jakie dziś mamy do pokonania). Btw, Krywań to drugi po Rysach (2503 mnpm.) najwyższy szczyt w Tarach Wysokich, na który prowadzą drogi dostępne dla takich leszczy jak my, czyt. ordynarnych turystasów. Wszystkiego tego nie wiedziałem w momencie naszej wyprawy. Może i lepiej, mieliśmy okazje by o Krzywym wyrobić sobie własne zdanie.
Koniec charakterystyki. Znajdujemy się u podnóża skalistej części góry. Pora na pierwszą dłuższą przerwę połączoną z przyjęciem strawy- etap wycieczki, na który Marta czeka od pierwszej minuty :).  Turbo elementem naszej ekskursji jest to, że jesteśmy tu absolutnie sami. Po ok 2,5h wędrówki spotkaliśmy do kupy 4 osoby (nie licząc dwumetrowych Słowaków, chwilę wcześniej minęliśmy parę z polski idącą w tym samym kierunku)… Pewnie trochę dlatego, że jesteśmy tu na nielegalu. Szlaki w górnych partiach gór słowackich są zamknięte w zimie, dla Homo sapiens otwierając się dopiero 14 czerwca.
Marta i Winter już zregenerowane, pogodzone z losem. Pogoda jednak dalej niepewna. Wprawdzie prognoza wskazuje na mniejszy obszar wystąpienia burz w drugiej części dnia ale na horyzoncie widać ciemne, gęste chmury oraz nieliczne błyski nad Tatrami Zachodnimi. Na tyle daleko by jeszcze się tym nie przejmować, na tyle blisko by brać pod uwagę konieczność wcześniejszego odwrotu. W plecakach taszczymy wszystko co potrzebne by przetrwać nawet najgorszą nawałnicę ale z piorunem raczej nie mamy ochoty na bliższą znajomość.

Widoki poczynają miażdżyć nasze oczy, wynagradzając trudy dotychczasowej mozolnej wędrówki.

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Winter natomiast zdaje się pasować do okoliczności przyrody. Myślę, że gdyby mogła mówić to wydobywałaby z siebie hasła takie jak: ‚idziemy’, ‚szybciej, szybciej’, ‚jest ekstra!’. Słowacy nie mają absolutnie problemu z obecnością psów w górach. Chwała im za to!

Ruszamy. Przed nami ok 30 minutowy trawersik zboczem wsród skał porośniętych żółtym mchem. To już okolice iście księżycowe. Nieliczne trawy i mchy w towarzystwie niezliczonej ilości kamieni i skał. Nachylenie nieco wyższe w porównaniu do wcześniejszych etapów. Jest jednak wyraźnie chłodniej wiec nie przekłada się to na zwiększone odczucie zmęczenia.

Po upływie wspomnianych 30 min powoli zaczyna odsłaniać się przed nami imponujący Wielki Żleb i widok na główny szczyt Krzywego (see pierwsze zdjęcie). W oddali widać również alternatywny żółty szlak, który przechodzi w niebieski tuż pod wierzchołkiem (zdjęcie poniżej).

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Szum topniejącej z zalegających jeszcze pokładów śniegu wody pomieszany z gwizdami świstaków tworzy niepowtarzalną atmosferę. Za nami ponad 3h mozolnej wędrówki.

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Przed nami natomiast ostatni, najbardziej wymagający odcinek. Główny szczyt już widać, jest jakby na wyciągnięcie ręki. Co z tego, wszak szlak zmienia się w skalne rumowisko o co raz to wyższym nachyleniu. Gdyby nie całkiem dobre oznakowanie optymalnej drogi możnaby walić na oślep po niemalże pionowych skałach (kiedyś, jeszcze widoczna, stara droga prowadziła prosto w górę, jakiś czas temu zmieniono układ szlaku. Nowa droga prowadzi grzbietem Małego Krywania). 

Mijamy parę polaków schodzącą ze szczytu pytając ‚ile jeszcze?’… Odp ‚ponad godzinę’ brzmi niemalże jak wyrok.

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Przed nami ‚jedyne’ 200m w pionie. To właśnie ten odcinek, który pokonał opiekuna naszego base campu. Na usprawiedliwienie należy dodać, że w dniu ataku padał śnieg z deszczem (październik). Absolutnie rozumiem związane z tym potencjalne zagrożenie.
Winter smiga po skałach jak kozica. Nie widać po niej absolutnie jakiegokolwiek lęku (wysokość, przestrzeń). Co jakiś czas daje jedynie znać, że potrzebuje pomocy by pokonać skałę wyższą o 3 głowy. Mnie jednak, od jakiegoś już czasum nie daje spokoju myśl, że o ile Winter daje sobie radę w stronę do (i to bez najmniejszego problemu), tak w drodze powrotnej może nie wyglądać to już tak kolorowo. Obmyślam w głowie plany awaryjne w tym znoszenie jej w plecaku (plan zapewne absolutnie niewykonalny). Miewam nawet chwile zwątpienia, przeżywając dodatkowo kryzys fizyczny, czekając na sygnał odwrotu od Marty. Ta jednak sunie jak maszyna kilka minut przede mna.

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Tak blisko a tak daleko. Do szczytu zostało ok 10 min. Marta i Winter już szczęśliwe na górze. Ja męczę się pokonując mini żleby- mega śliskie, nie dające możliwości pewnego podparcia. Znajdująca się nieco przede mną Słowaczka utknęła w jednym z nich nie bardzo wiedząc co ze sobą począć. Szczęśliwie po kilku minutach udaje jej się wygrzebać z pionowego zagłębienia otwierając przede mną ostatnie metry przed wierzchołkiem.

Udało się! Cała trójka na szczycie!  Winter zbiera pochwały: ‚niesamowita’, ‚super’ itd. Rzeczywiście, z perspektywy wierzchołka dokonała czegoś dużego. Nie wiem ile psów zdobyło wcześniej Krywań ale myślę, że nie jest to duża liczba. Dla nas to również rekord. Wprawdzie bywamy na wysokościach grubo ponad 3000m ale to pierwszy szczyt o tak dużym względnym przewyższeniu, który zdobywamy w ‚klasycznym stylu alpejskim’.

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Na szczycie spędzamy nie więcej niż 10-15 min. Szybki posiłek, który smakuje czystą energią. Pogoda całkiem ok ale dalej mamy w głowie to, że za chwilę (literalnie) wszystko może się diametralnie zmienić.

Krzywy słynie z rozległych, pięknych panoram na Tatry Wysokie. Coż, jakby nie sposób się z tym nie zgodzić.

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Ruszamy w dół. Początkowo próbuję schodzić trzymając Winter na smyczy ale szybko oboje dochodzimy do wniosku, że to niekoniecznie optymalne rozwiązanie. Wini daje sobie całkiem dobrze rade ‚on her own’. Marta oczywiście przeciera nam maczetą drogę. Co ciekawe Winter doskonale wie gdzie znajduje się wytyczony szlak. Jest to jakby zastanawiające, gdyż gdyby nie oznaczenia nie sposób rozeznać się w tych skałach.

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Podróż w dół to okazja do podziwiania serwowanych nam widoków. Absolutnie czuć wysokość. Wkoło same szczyty (w tym Rysy- cel kolejnej wyprawy?) a poniżej rozległa przestrzeń. Równocześnie cały czas musimy utrzymywać pełną koncentrację, jeden niepewny krok i…

Na szczęście wszelkie moje obawy dotyczące potencjalnych problemów związanych z zejściem nie ziściły się. Najważniejsze, że Winter daje sobie rade nie mniej sprawnie jak w drodze na szczyt. Kamień spada mi z serca. Niestety to nie jedyny spadający kamień. Trzeba naprawdę uważać gdzie stawia się stopę by nie wzniecić lawiny większych i mniejszych skał, które zgodnie z prawem grawitacji Newtona niechybnie rozpoczynają ucieczkę w dół zagrażając wszystkim znajdującym się poniżej.

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Po ok 40 min wchodzimy na znajomą ścieżkę trawersującą zboczem góry. Kolana, stopy, kostki, łydki bolą niemiłosiernie. Jak się później okaże, to jedynie przedsmak cierpienia jakie czeka nas przez kilka kolejnych dni. Paradoksalnie chwilę ulgi przynosi krótki odcinek wiodący pod górę.

Okoliczności przyrody stale rekompensują poniesione straty. Krzywy to naprawdę wyjątkowe, magiczne wręcz miejsce. Rozumiem szacunek jakim darzą go Słowacy. Rozumiem skąd podświadome moje nim zainteresowanie gdy tylko usłyszałem pierwsze o nim opowieści (dzięki Marzena!). Opinie zgodnie podziela pozostała część ekipy. Gdybyśmy tylko wtargali ze sobą namiot…

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Namiotu niestety nie zabraliśmy. Przed nami bite 3h drogi powrotnej. Nie ma na co czekać, znad szczytów nadciągają ciężkie ciemne, złowrogie chmury. I choć jesteśmy już względnie bezpieczni to spotkanie z burką niekoniecznie nam się uśmiecha. Ja tam w sumie po cichu liczę na deszcz bo zapewne nie bez powodu nie ulepiono nas z cukru ale finalnie okazuje się, że spada na nas jedynie kilka kropel. W oddali widać już naszą miejscówkę aka base camp.

Cóż, pozostaje mi jedynie krzyknąć ‚Dzięki Krzywy, wielki szacun!’. Naprawdę. Wiem, że czegoś podświadomie się po tobie spodziewałem. Nie do końca wiedziałem jednak co to było. Now I know! Dostaliśmy od ciebie ekstra prezent na Dzień Dziecka. Bo chyba tylko niczym nieskrępowana natura dziecka potrafi w pełni docenić takie miejsca i dni. Absolutnie wyjątkowe.
Do zo, tym razem w zimie!

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

***

Posted by Divt
Praktyk życia, futurysta, fotograf amator i aspirujący freeridowiec. Kocham dziką przyrodę i wszystko co z nią związane. Podróżuję, gdy tylko czas na to pozwala. Uwielbiam zimne miejsca i chłód północy…
‚Beauty at low temperatures is beauty’ – Joseph Brodsky

Comment (1)

  1. Brawo Ty! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *