ISLANDIA: Marsjanin

Warto mieć pasję, naprawdę warto. Życie bez pasji jest życiem pustym, mdłym. Zabawne, a i znamienne jest to, że pasją nazywa się zamiłowanie do czegoś, wielką namiętność gdy w prostej linii określenie to oznacza cierpienie, gniew czy nawet furię. W niektórych językach (np. włoskim) pochodną tego słowa zwykło się również nazywać wyjątkową cierpliwość. Znaczenia absolutnie skrajne, pozornie wykluczające się antonimy. Pozornie, gdyż w moim odczuciu idealnie definiują czym pasja jest w swej istocie. A jest nieustannym znojem, wylanym potem, frustracją, wewnętrznym krzykiem, głęboką potrzebą, bólem i radością zarazem a przede wszystkim formą autorealizacji. Nic co przychodzi nam bowiem w życiu łatwo nie daje tak dużej satysfakcji jak te aktywności i działania, które wypruwają z nas flaki by na koniec wypełnić uczuciem spełnienia.

Pasja, która towarzyszy mi najdłużej to na pewno fotografia. Amatorska fotografia. Daleko mi, oj bardzo daleko do największych. Brakuje mi dyscypliny, często konsekwencji. Sięgam po nią, by za chwile rzucić w kąt. To trudna przyjaźń, ale prawdziwa.
Podobno by robić dobre zdjęcia wystarczy dobry aparat. Bzdura. Jest wręcz odwrotnie, bez podstawowej wiedzy z zakresu geometrii, optyki, technologi, lepszy aparat wypluje nam znacznie gorsze zdjęcia, znacznie. Przykładem jest choćby tzw fotografia uskuteczniana smartfonami. Dziś każdy jest w stanie cyknąć zdjęcie, które na małym ekranie wygląda przyzwoicie. Łatwo patrząc na ten ekranik powiedzieć, zajebiste. Gdy weźmiemy jednak do ręki sprzęt fotografii dedykowany, nagle okazuje się, że świat bez algorytmów Samsunga czy Appla wygląda już, delikatnie mówiąc, inaczej. Fotografia, cyfrowa czy analogowa, to szeroki zbór wiedzy interdyscyplinarnej. Spust migawki to czubek czubka góry lodowej. Podróż w głąb tej dziedziny sztuki to przygoda sama w sobie. Oczywiście na koniec liczy się to co najważniejsze czyli ‚obraz’. Ten nie bierze się jednak znikąd.

Z wyprawy na Islandię przywiozłem blisko 140GB zebranego tam materiału. Ponad 7000 zdjęć w formacie RAW. Już sama ich selekcja to karkołomne wyzwanie.
To co zobaczycie choćby poniżej to efekt mozolnej dłubaniny i kilku zarwanych wieczorów. To historie budowane obrazem, w których pragnę oddać klimat wyspy, różnorodność poszczególnych jej rejonów, zmieniającą się kolorystykę, wpływ pogody itd. To moje osobiste na nią spojrzenie.

Dzień 6. Północ. Jedno z najciekawszych krajobrazowo miejsc jakie odwiedziłem w całym swoim życiu. To właśnie wspomniane już w poprzednim wpisie księżycowo-marsjańskie krajobrazy. Dzień zaczniemy od wizyty rodem z Prometeusza spacerując brzegiem największego wodospadu w Europie (to będzie nasz Księżyc) by zamknąć go niesamowitymi polami geotermalnymi (których krajobrazy do złudzenia przypominają te obserwowane na Marsie).

1. Detifoss – największy wodospad Europy i księżycowy spacer

Docieramy na północ Islandii. Pierwszym punktem naszego planu będzie wycieczka nad wodospad Detifoss– uznawany za najpotężniejszy w Europie, zlokalizowany w iście kosmicznej scenerii. Rozległe bazaltowe równiny, płytkie wąwozy, popękane ciemnoszare skały, praktycznie brak jakiejkolwiek roślinności… wszystko to składa się na niesamowity efekt. Przebywając w tym miejscu mamy bowiem wrażenie, że znajdujemy się na powierzchni naszego satelity, Księżyca.

Okolice te doceniła Amerykańska Agencja Kosmiczna NASA, która w ramach przygotowań przed załogowymi misjami na Księżyc wysyłała tu dwukrotnie (1965 & 1967) swoich astronautów by Ci empirycznie doświadczyć mogli warunków geologicznych jakich spodziewano się zastać na srebrnym globie. Nie ma bowiem drugiego takiego miejsca na naszej planecie, które w lepszym stopniu oddawałoby swym kształtem, strukturą oraz ogólnym klimatem powierzchnię Księżyca.

Po krótkim spacerze docieramy nad Detifoss, zasilany przez potężną rzekę lodowcową Jökulsá á Fjöllum. Wodospad ma 100m szerokości i około 45m wysokości. Choć zdecydowanie nie należy do najwyższy to na pewno zaliczyć można go do grona największych. To europejski odpowiednik Niagary. W każdej sekundzie przepływa przez niego ok 200m3 wody, która z ogromnym hukiem wpada do równie potężnego kanionu o nazwie Jökulsárgljúfur.

Wodospad Detifoss stanowi uzupełnienie tej niesamowitej krainy. I choć na Księżycu wody w formie ciekłej próżno szukać, to w żadnej mierze nie zakłóca to wrażenia przebywania w prawdziwie nieziemskiej przestrzeni. Docenił to Ridley Scott wybierając brzegi tego potężnego wodospadu na scenę otwierającą prequel sagi o Obcym: Prometheus.

2. Krafla & Hverarond – jezioro w kraterze & marsjańskie pola geotermalne

Tak jak nigdzie na naszej planecie nie znajdziemy krajobrazów lepiej oddających klimat powierzchni Księżyca tak nigdzie nie znajdziemy takich, które pozwalałyby poczuć się niczym astronauta z misją na.. Marsie. A wszystko to oddalone od siebie zaledwie o kilkadziesiąt kilometrów.
Wycieczkę na ‚czerwonej planecie’ zaczynamy od wizyty w kraterze wulkanu Krafla. Wulkan ma status aktywnego, ostatnia erupcja miała tu miejsce w 1984 roku. To kolejny z rejonów, w których dosłownie wrze tuż pod naszymi stopami.

W niedalekiej odległości od wulkanu Krafla znajdują się pola geotermalne o nazwie Hverarond.
To co wyróżnia ten obszar to całkowita jałowość. Nie występuje tu żadna roślinność. Wynika to z wysokich temperatur, kwasowości gleby oraz trujących oparów siarki.

Liczne źródła termalne i fumarole zlokalizowane są tuż u podnóża niewielkiej góry Námafjall. Wiedzie na nią krótka trasa trekingowa, z perspektywy której podziwiać można marsjańskie krajobrazy.

Zapach unoszącej się w powietrzu siarki jest tak intensywny, że przebywanie w tym obszarze dłużnej niż kilkadziesiąt minut jest wręcz niemożliwe. Może również negatywnie wpływać na prace układu oddechowego. To wszystko składa się na uczucie przebywania w miejscu surowym, niedostępnym i absolutnie wyjątkowym.

 

Posted by Divt
Praktyk życia, futurysta, fotograf amator i aspirujący freeridowiec. Kocham dziką przyrodę i wszystko co z nią związane. Podróżuję, gdy tylko czas na to pozwala. Uwielbiam zimne miejsca i chłód północy…
‚Beauty at low temperatures is beauty’ – Joseph Brodsky

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *