ISLANDIA: Noc nad jeziorem

To co od kilu ładnych lat pchało mnie ku wyprawie na Islandię to na pewno dzika, autentyczna i (jeszcze) niezadeptana przez człowieka przyroda, ale przede wszystkim przestrzeń.
Przestrzeń, w której można się zanurzyć. Surowa, jak gdyby jeszcze niedokończona, formująca się. Zbudowana tylko z kilku podstawowych elementów, złożona tylko z kilku kolorów. Zdecydowanie nie jest to już pustka, lecz nie jest to za razem wyczerpujący zbiór materii. Tylko podstawy. Początek procesu…

Dzień 5. Docieramy na wschodnie wybrzeże wyspy, przedsionek księżycowo-marsjańskich krajobrazów. Uskutecznimy ‚offroad’ na górę Bjólfur, z której roztacza się panorama na przepiękne fiordy wschodnie, przespacerujemy się uliczkami malowniczego miasteczka Seyðisfjörður, by na koniec odwiedzić jeden z najwyższych wodospadów Islandii, Hengifoss.

1. Bjólfur & Seyðisfjörður – szalony offroad i kawa w sennym miasteczku

Islandii wschodniej i jej atrakcji próżno szukać na pierwszych stronach przewodników. Zapuszcza się tu stosunkowo niewielu turystów, znacznie więcej traktuje za to wschodnie rejony wyspy jedynie tranzytowo, kierując się prosto na północ. My postanowiliśmy krainie tej poświęcić cały, deszczowy i mocno wilgotny dzień. Jak się okazało, nisko zawieszone chmury dodają jej tylko uroku.
Na szczycie dzisiejszej agendy znalazł się szczyt o nazwie Bjólfur. Tym razem treking zamieniamy na szalony offroad uskuteczniony naszymi zupełnie nieprzystosowanymi do takich wyczynów wehikułami. Zadanie: dostać się jak najbliżej miejsca, z którego roztacza się piękna panorama na fiordy wschodnie i miasteczko Seyðisfjörður. Oznacza to pokonanie kilkusetmetrowego przewyższenia po śliskiej i miejscami bardzo stromej kamiennej drodze.

Mimo pojawiających się głosów by plan porzucić, gdyż droga ewidentnie podjęła walkę, udaje nam się przebić do miejsca, w którym bezpiecznie parkujemy samochody i ruszamy na spacer w kierunku szczytu.

Nazwa Bjólfur pochodzi od pierwszego osadnika, który przybył w okolice pobliskiego fiordu. Legenda głosi, że w miejscu, z którego obecnie podziwiać można wyjątkową panoramę znajdowała się starożytna świątynia.
U podnóża góry, a zarazem u szczytu fiordu, zlokalizowane jest niewielkie rybackie miasteczko, przez wielu uznawane za najbardziej urokliwe w całym kraju.

Jak przystało na Islandię, na której jak wiemy licho nie śpi, rejony fiordu często nawiedzają kataklizmy. Tym razem w postaci śnieżnych i błotnych lawin. Strome zbocza już kilkukrotnie sprowadzały śmierć i zniszczenie do doliny. By zminimalizować ryzyko zejścia śmiertelnej lawiny, zbudowano specjalne instalacje (na wzór alpejskich), których celem jest blokowanie spływających mas bądź kierowanie ich poza obszary zamieszkane przez ludzi.

Zjeżdżamy do Seyðisfjörður (‚fjörður’ – fiord) by chwile odpocząć i skorzystać z dobrodziejstw cywilizacji. Przejedziemy dokładnie tą samą drogą, którą Walter Mitty pokonał na longboardzie.

Wspomniane już wcześniej miasteczko czaruje swym klimatem. W centrum znajduje się piękny błękitny kościół, uznawany za symbol portu. Panuje tu przytulna, artystyczna atmosfera. Budynki pamiętające dawne czasy, ciche uliczki, przytulne kawiarenki a wszystko to dopełnione widokiem na majestatyczny fiord.
To jedno z tych miejsc, w których chciałoby się zatrzymać trochę dłużej… Choćby na tydzień, na miesiąc, na rok, na zawsze.

2. Hengifoss – trzeci co do wysokości wodospad Islandii

Po niespełna godzinie drogi zatrzymujemy się przy wodospadzie Hengifoss. To trzeci co do wysokości wodospad Islandii. Woda spada tu ze 128m.
Szlak prowadzący do wodospadu jest jednym z najpopularniejszych szlaków turystycznych w całej wschodniej Islandii. Idziemy wzdłuż kanionu podziwiając wspaniałe kaskady.

Po drodze mijamy nieco mniejszy, lecz równie piękny bo osadzony między bazaltowymi pręgami wodospad Litlanesfoss. Na otaczających wodospad kolumnach dobrze widać którędy przebiegały fale stygnącej lawy.

 

Z każdym kolejnym metrem otoczenie przeistacza się w surową krainę. Bazaltowe zbocza, połacie kamieni, drobna trawa i mchy. To jedyne stałe elementy tego krajobrazu. Efekt potęguje świadomość, że znajdujemy się w rejonach o najwyższym stopniu zalesienia na całej wyspie..

To co czyni Hengifoss wyjątkowym, to jego bezpośrednie otoczenie a w zasadzie półka skalna, wzdłuż której opadają jego wody. Bazaltowe skały, z których zbudowane jest owe urwisko poprzecinane są wyraźnie widocznymi warstwami gliny.
To właśnie wiązki gliny i żelaza powstałe na skutek akumulacji pyłu wulkanicznego po gigantycznych w skali erupcjach, w późniejszej reakcji z tlenem, nadały im charakterystyczny czerwony kolor.
W warstwach tych odkryto ponadto skamieliny drzew co świadczy o znacznie cieplejszym niż obecny klimacie panującym na Islandii w okresie trzeciorzędu.

Wody przepływające przez wodospad, po pokonaniu głębokiego kanionu, wpadają do słynnego jeziora Lagarfljót.

Lagarfljót to islandzki odpowiednik szkockiego Loch Ness. Według legendy wody jeziora zamieszkuje bliski krewny Lassie, przez miejscowych pieszczotliwie nazywany Lagarfljótsormur, czyli Robal z Lagarfljót

Obóz rozbijamy dosłownie nad brzegiem jeziora. Na niepokojąco wyludniałym kempingu…

Posted by Divt
Praktyk życia, futurysta, fotograf amator i aspirujący freeridowiec. Kocham dziką przyrodę i wszystko co z nią związane. Podróżuję, gdy tylko czas na to pozwala. Uwielbiam zimne miejsca i chłód północy…
‚Beauty at low temperatures is beauty’ – Joseph Brodsky

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *