ISLANDIA: Lodowcowa laguna

Islandia to autentycznie wyjątkowe miejsce, i nie mam w tym konkretnym przypadku na myśli jej olśniewającego piękna. Chodzi o wrażenia jakich dostarcza. Jednego dnia zaleje ci namiot czyniąc z nocy horror, drugiego obudzi symfonią w wykonaniu stada baranów i owiec. Ogromną satysfakcje sprawiają tu tak prozaiczne czynności jak ciepły prysznic, suche miejsce na chwilowy odpoczynek tudzież spożycie piwa/wina, termoaktywne rajty na tyłku czy obcowanie z przedstawicielami wielu nacji (którzy przybyli tu po wszystko lecz na pewno nie po wygody). Każdy kogo spotykamy na swej drodze chodzi uśmiechnięty, cierpliwie czeka w kolejce by umyć swój outdorowy garnek i widelconóż. Te najbardziej przyziemne czynności autentycznie sprawiają przyjemność. Parówki smakują jak argentyńskie steki a lizocośtam makarony lepiej niż spaghetti w Rzymie.
No dobrze, przesadzam. Parówki nadal zrobionje są z MOM a lizomakarony mają konsystencję lepkiej brei. Chodzi mi o to, że chwile takie jak te sprawiają, że na nowo jesteśmy stadem na sawannie co dostarcza pierwotnej, dawno zapomnianej satysfakcji z życia.
Jak się okazuje, dla samej obietnicy przygody człowiek jest w stanie znieść rzeczy i sytuacje, o które by siebie nawet nie podejrzewał. Przynajmniej ja jestem.

Speaking of which… przygoda. Jedziemy podziwiać z bliska góry lodowe!

Dzień 4. Zapuszczamy się w głąb wyspy, w jej wschodnie rejony. Do przejechania mamy ponad 350km. Po drodze zaliczymy główny punkt programu dnia- zwiedzanie lagun Fjallsárlón i Jökulsárlón połączone z rejsem amfibią między górami lodowymi!

1. Fjallsárlón & Jökulsárlón–  lodowe góry na diamentowej plaży

Zwiedzanie lodowej krainy zaczynamy od mniejszej, i nieco mniej popularnej laguny lodowcowej zwanej Fjallsárlón (nazwa pochodzi od jednego z 30 jęzorów odchodzących od Vatnajökull).
Mechanizm tworzenia się laguny jest prosty. Woda powstała w efekcie topnienia lodu zbiera się u podnóża jęzora w zagłębieniu utworzonym na skutek cofania się masy lodowca. To co wyróżnia tego typu zbiorniki to dodatkowa zawartość w postaci brył i gór lodowych, które po oderwaniu się od głównego jęzora dryfują w wodach laguny do chwili całkowitego roztopienia (bądź wcześniej odpływu do morza).
Zapewniam was, jeśli widzicie taki widok po raz pierwszy w życiu, robi on ogromne wrażenie… Lodowe bryły przybierają najróżniejsze kształty i rozmiary. Nie sposób znaleźć dwóch identycznych. Dryfując ocierają i zderzają się ze sobą wydając przy tym dźwięki podobne do jęków.

Przejeżdżamy dosłownie kilka kilometrów by zatrzymać się przy największej i najbardziej popularnej lagunie Jökulsárlón. Laguna powstała u podnóża jęzora zwanego Breiðamerkurjökull.
To co wyróżnia Jökulsárlón od jej mniejszej siostry Fjallsárlón to rozmiar dryfujących w niej gór lodowych. Niektóre bowiem swymi rozmiarami mogłyby dorównać kilkupiętrowym budynkom.
Woda zaklęta w tych ogromnych bryłach lodu przyjmuje barwy od czystej bieli, przez głęboki seledyn po elektryczny błękit. Część z gór dodatkowo poprzecinana jest czarnymi pasami stanowiącymi popiół wulkaniczny, który osadzał się na lodowcu na przestrzeni wieków.

Jökulsárlón to stosunkowo nowa formacja, powstała zaledwie w latach 30 ubiegłego wieku.  Od tego czasu, na skutek ocieplenia klimatu, nieustannie się poszerza. Tempo przyrostu laguny jest wręcz dramatyczne. Od 1975 roku jej obszar powiększył się dwukrotnie, a w przeciągu tylko ostatniej dekady aż czterokrotnie (do 18 km2 w chwili obecnej). Szacuje się, że już za kilka lat jezioro zwiększy swe rozmiary do tego stopnia, że po wcześniejszym pełnym połączeniu z morzem, przemieni  się w klasyczny fiord.
Jökulsárlón jest ewidentnym przykładem gwałtownie postępujących zmian klimatycznych, których przyczyny należy upatrywać w działalności człowieka…
Nie sposób jednak odmówić lagunie absolutnie urzekającego piękna. My, by przyjrzeć się jej z bliska, udajemy się na rejs specjalnie przystosowaną amfibią.

Po ‚wylądowaniu’ zaliczamy jeszcze spacer po okolicznej Diamond Beach. Kolejna perła w koronie islandzkich plaż. To co ją wyróżnia to porozrzucane na brzegu odłamki lodu kontrastujące z czernią wulkanicznych piasków, połyskujące w słońcu niczym diamenty.
Odłamki pochodzą zarówno z laguny Jökulsárlón jak i bezpośrednio z wód Atlantyku, przygnane falami z obszarów arktycznych.

Ruszamy. Przed nami blisko 300 km. Po drodze zatrzymamy się jeszcze w dwóch sennych miasteczkach by w pierwszym skosztować wybornej zupy krabowej. Wszystkim, którzy kiedykolwiek będą mieli okazje zawitać do Höfn polecam odwiedzić niezwykle klimatyczną restaurację Otto Matur & Drykkur! Zlokalizowana w zabytkowym budynku pozwala poczuć autentycznie islandzki klimat.

Posted by Divt
Praktyk życia, futurysta, fotograf amator i aspirujący freeridowiec. Kocham dziką przyrodę i wszystko co z nią związane. Podróżuję, gdy tylko czas na to pozwala. Uwielbiam zimne miejsca i chłód północy…
‚Beauty at low temperatures is beauty’ – Joseph Brodsky

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *