ISLANDIA: W krainie ognia i lodu

Islandia. Długo wyczekiwana Islandia. Mityczna kraina ognia i lodu.

Jesteśmy. Wylądowaliśmy. Keflavík wita nas środkiem ciemnej, zimnej i wietrznej nocy. Jest rześko… do pełni szczęścia brakuje tylko deszczu. Z lotniskowego parkingu zgarniamy busa, ładujemy bagaże, w drogę. Kemping znajduje się o dobry rzut beretem, dojazd zajmuje ok 15min. Pierwsze, instynktowne wręcz, zadanie to jak najszybsze rozbicie namiotów. Wykonując całą masę skomplikowanych czynności uczymy się nowej rzeczywistości. Miejsce naszego dzisiejszego spoczynku przypomina nowoczesny parking dla kamperów.
Po upływie 30min cześć ekipy udaje się na tradycyjny poczęstunek w postaci wolnocłowej wiśniówki. Pozostali, ci bardziej niecierpliwi outdorowcy, nie mogą się wprost doczekać by poddać namioty testom w tunelu aerodynamicznym. Wiatr napiera z prędkością 80km/h, lekko…

Wichura ustępuje dopiero o poranku. Światło dnia przynosi kolejną niespodziankę-okazuje się, że nasz parking dla kamperów zlokalizowany jest w całkiem niegłupich okolicznościach przyrody- wita nas bowiem widok na ocean Atlantycki.

Przed nami 10 dni, podczas których przemierzymy wyspę po okręgu, wzdłuż drogi nr 1. Zobaczymy wszystko to co zobaczyć trzeba, i trochę więcej. Wracając pozostanie niedosyt i postanowienie powrotu, by zapuścić się głębiej, jeszcze raz doświadczyć tej fascynującej wyspy. Zdecydowanie jednego z najpiękniejszych miejsc naszej planety.

Ready? Steady? GO!

Dzień 1. 

Dzień pierwszy to popularne atrakcje zlokalizowane w okolicach półwyspu Reykjanes w tym gorąca rzeka, pola geotermalne z największym aktywnym gejzerem i magiczne złote wodospady.

1. Reykjadalur – gorące źródła i rzeka termalna

Przygodę z Islandią zaczynamy od lekkiego trekingu w dolinie Reykjadalur oddalonej o 45km od stolicy wyspy. Miejscowa nazwa to w wolnym tłumaczeniu ‚dolina pary’ (co staje się zupełnie oczywiste po dotarciu w miejsce docelowe).
Obszar ten wypełniony jest gorącymi źródłami i basenami błota. Główną atrakcję stanowi jednak gorąca rzeka, w której można zażyć (zapewne) wybornych kąpieli! Prowadzi do niej ok 3 kilometrowa, niezwykle malownicza droga. Ruszamy!

Dolina Reykjadalur to część obszaru Hengill. Teren ten to nic innego jak ogromny, rozlany na przeszło 100km2, wygasły przed 120 tyś lat wulkan. To jednocześnie jeden z największych obszarów geotermalnych o wysokiej temperaturze znajdujących się na Islandii.
Potężna, niewyobrażalna wręcz siła zdolna zniszczyć cywilizację, uśpiona tuż pod naszymi stopami. Islandczycy korzystają z jej łagodnego usposobienia czerpiąc energie do ogrzewania i zasilania w prąd swoich domów. Większa cześć obszaru południowego wyspy, w tym Reykjavik, pobiera energie właśnie z wulkanu Hengill.

Wiatr ponownie daje o sobie znać. Odczuwalna temperatura wyraźnie spada i na moje oko oscyluje w okolicach 5st C. Delikatne podejście prowadzące przez niewielkich rozmiarów wzniesienia pozwala rozgrzać organizm czyniąc znój wycieczki całkiem komfortowym.

Docieramy do miejsca zwanego Djúpagil. To rozległy kanion, u progu którego znajduje się malowniczy wodospad o tej samej nazwie. Nasz pierwszy wodospad, na długiej liście islandzkich wodospadów. Szybki rzut oka w dół wąwozu i zmierzamy dalej.

Po kolejnych kilkunastu minutach niewymagającej wędrówki zbliżamy się do głównej doliny. Rozliczne gorące źródła i wyczekiwane obłoki pary sygnalizują cel wycieczki. Ostry zapach siarki podkreśla i dopełnia bogate już wrażenia zmysłowe.

Napawając się wonią zgniłych jaj, przedzierając przez odmęty pary docieramy do ‚gorącej rzeki’. To miejsce z kategorii magicznych. Niewielkich rozmiarów rzeczka leniwie przecina urokliwą dolinę. To co czyni ją wyjątkową to gorąca kąpiel, którą oferuje. Temperaturę wody regulujemy nogami: im dalej w kierunku źródła, tym temperatura wody wyższa.
Przyznam szczerze. Nie skorzystałem. Żałuję! Szczerze żałuję. Na usprawiedliwienie mam jedynie to, że do termosu zamiast piwa wlałem tego dnia herbatę….

…i może jeszcze to, że za nic nie chciałem pozbywać się wszystkiego tego co chroniło mnie przed szalonym wiatrem, który zdawał się nie odpuszczać! Nie ma co rozpamiętywać, przed nami jeszcze niejedno piękne miejsce. Let’s roll!

2. Geysir

Kolejny punkt w naszym planie to pola geotermalne w dolinie Haudakalur. Miejsce obowiązkowe dla każdego kto po raz pierwszy odwiedza Islandię. Obszar ten charakteryzuje się aktywnością nieprzerwanie od XIV wieku. Wśród wielu dymiących tu dziur znajduje się ta największa- Geysir (to od jej nazwy poczęto nazywać wszystkie inne podobne gorące źródła na świecie, obviously). Niestety, w latach 60 XX w aktywność Geysira ustała… przy wydatnym współudziale turystów, którzy najprawdopodobniej zatkali go… śmieciami! Od tego czasu uaktywnia się jedynie sporadycznie, jego nieliczne erupcje zapowiadają bądź towarzyszą trzęsieniom ziemi. Podejmowano próby sztucznego pobudzenia Geysira, jak choćby szalona, podczas której banda oszołomów wlała do jego środka litry mydlin. Niestety, dziś by zobaczyć słup wody wystrzeliwujący na wysokość blisko 80m trzeba liczyć na ogromne szczęście.

W ramach ‚pocieszenia’ podziwiać można erupcje innego gejzera o wdzięcznej nazwie Strokkur (co po islandzku oznacza ni mniej ni więcej jak ‚kipieć’). Gejzer ten, z regularnością godna szwajcarskiego zegarka (co ok 8 min), wyrzuca z siebie słup wody o wysokości ok 30-35 m. Strokkur został sztucznie pobudzony przez nawiert. Mechanizm działania gejzerów jest prosty: gorące gazy wulkaniczne podgrzewają wody gruntowe zamieniając je w parę wodną. Para oddziaływuje na położone wyżej warstwy chłodniejszej wody. Te, na skutek wysokiego ciśnienia, ‚eksplodują’. Cuda matki natury.
Strokkur to 4 największy gejzer na świecie. Nie licząc starszego brata Geysira (pozycja nr 2 na liście) dwa pozostałe znajdują się w Stanach Zjednoczonych, w tym największy Steamboat, z którego woda wystrzeliwuje na wysokość bliską 120m.

3. Gullfoss – złote wodospady

Dzień zamykamy wizytą u Gullfoss. Tzw. ‚złote wodospady’ to jedna z wizytówek Islandii.
Tworzy je rzeka Hvíta (biała rzeka). Jej wody spadają w tym miejscu w ponad 31m przepaść. W każdej sekundzie przepływa tu blisko 400 metrów sześciennych wody.
Swoją nazwę wodospad zawdzięcza zjawisku jakie często można nad nim zaobserwować- woda rozpryskując się na skałach, oświetlana promieniami słońca, przybiera złotą barwę.

Jak głosi historia, wodospad został ‚ocalony’ za sprawą córki właściciela ziemskiego Tómasa Tómassona. W połowie XX wieku planowano bowiem wykorzystać siłę jego wody i zbudować w tym miejscu elektrownie wodną. Dziewczyna zagroziła, że jeśli plany dojdą do skutku, rzuci się w jego fale. Dzięki swej heroicznej postawie zyskała miano pierwszej aktywistki środowiskowej. Ile w tym prawdy- nie wiadomo. Fakt pozostaje faktem, właściciele ziemscy odsprzedali wodospad władzom Islandii by ta mogła chronić jego majestat.

Iście potężna maszyna!

A teraz hyc na kolejny kemping. Wiśniówka czeka.

 

Dodaj komentarz