City of London.

Londyńskie City – Manhattan Europy.

Dane mi było odwiedzić Londyn. Ostatni raz taki zaszczyt kopnął mnie grubo ponad 15 lat temu. Prawie dwie dekady wstecz zwiedzałem więc wszytko co zwiedza się w stolicy królestwa odwiedzając ją po raz pierwszy, czyt. Wielki Ben, Westminster, Buckingham Palace, Picadely Circus, Trafalgar Square, etc. – tzw ‚stare miasto’. Choć ściślej rzecz ujmując, miałem wówczas okazję doświadczyć tzw. ‚undergroundu’ eksplorując muzyczny świat Soho. Nie o muzyce tu jednak mowa. Tym razem, los zawiódł mnie nieco na wschód, do City of London.
The City, bądź jak kto woli the Square Mile, to miejsce na mapie Londynu wyjątkowe. Wyjątkowość bierze się z faktu, iż obszar ten nie przynależy do żadnej z 32 londyńskich gmin, posiadając przy tym odrębne prawa miejskie. Suwerenność City pozwala na utrzymanie odmiennego od pozostałego obszaru Londynu, ba, całej Wielkiej Brytanii, systemu podatkowego. Stanowi to o bogatej, sięgającej czasów starożytnych historii (miejscami tragicznej) oraz o podstawie rozwoju ‚kwadratowej mili’ – bo taką w przybliżeniu powierzchnię zajmuje City.
Wiek XX i XXI to lata, które miały największy wpływ na obecny kształt The City. Ta część Londynu była jedną z tych, które ucierpiały najbardziej podczas działań II WŚ. Jedno z największych i najtragiczniejszych w skutkach bombardowań Londynu dokonane przez niemieckiej Luftwaffe w nocy z 29 na 30 grudnia 1940 r. zrównało z ziemią, a w zasadzie spaliło, niemalże 100% ówczesnych zabudowań. Dziesiątki tysięcy bomb zapalających spadło tej nocy na City wywołując ogromny pożar zwany „Drugim Wielkim Pożarem Londynu”.
Londyńczycy, społeczność dumna i nieugięta, postawiła sobie za punkt honoru szybką odbudowę swojego domu. Po wojnie nastąpił okres dynamicznego rozwoju zniszczonych obszarów, w tym głównie City. Jednym z symboli odbudowy stał się ukończony w 1976 roku niesamowity i kultowy już kompleks Barbican Estate (poświęcę mu osobny wpis). Mimo rozlicznych zabiegów, których celem było ‚przywrócenie miasta ludziom’ (jak budowa wspomnianego Barbicanu) obszar ten zaczął notować ujemne wskaźniki demograficzne. Działo się to głownie za sprawą odpływu ludności do innych dzielnic bądź przedmieść Londynu i postępującej wymianie tkanki urbanistycznej z mieszkalnej na usługową. Równocześnie City poczęło przeobrażać się w jeden z największych współczesnych ośrodków finansowych na świecie. Wielu uważa, że w chwili obecnej dzierży ono palmę pierwszeństwa do spółki z nowojorskim Manhattanem.  Z nowojorskim symbolem łączy je na pewno coś jeszcze.
Nowoczesna architektura na najwyższym światowym poziomie.

Budynki zlokalizowane w City nie należą do tych najwyższych na świecie. Próżno szukać wśród nich rekordzistów jeśli chodzi o wysokość. Większość ustępuje pod tym względem, i to znacznie, nie tylko konstrukcjom z Wielkiego Jabłka, Dubaju czy Singapuru lecz również tym z Europy (także Warszawy). Nie rozmiar ma tu jednak decydujące znaczenie, a nazwiska na szyldach biur architektonicznych, z których wyszyły ich projekty. Dla londyńskiego City budynki projektuje crème de la crème architektonicznej bohemy w tym Richard Rogers, Rafael Viñoly i Norman Foster.
Wyżej przywołani dżentelmeni to twórcy trzech najbardziej charakterystycznych budowli znajdujących się w City: the ‘Inside-Out’ Lloyd’s Building, the ‘Walkie-Talkie‘ 20 Fenchurch Street oraz the ‘Cucumber‘ 30 St Mary Axe.
Każda z nich to ikona miasta oraz świadectwo współczesnej architektury.

Moim bezsprzecznym faworytem lub też ulubieńcem jest ‚the Lloyd’s Building’ – jak brzmi jego oficjalna nazwa – zlokalizowany przy Lime Street. Twórcą budynku jest Richard Rogers, a właściwie lord Rogers Riverside. Jeden z ojców kierunku nazywanego funkcjonalnym high-tech’em, zaliczanego do szeroko rozumianego postmodernizmu.
W dużym skrócie, high-tech skupia się na wykorzystaniu najnowszych technologii, zarówno jeśli chodzi o wyposażenie budynków, jak również ich konstrukcję opierając na nich końcowy wyraz architektoniczny. Nowinki technologiczne, jak np.: szybkobieżne windy, hydraulika, systemy teleinformatyczne, panele baterii słonecznych, czy orurowanie nowoczesnych systemów odzyskiwania energii stanowią w konstrukcjach tego typu ornament. Odpowiednio wyeksponowane, poza swoją funkcją użytkową, stanowić mają również element ozdobny. Wyposażenie techniczne (zwykle głęboko ukryte), które stanowi o walorach użytkowych budynku tu celowo zintegrowane jest z architekturą i strukturą budynku bezpośrednio wpływając na jego odbiór artystyczny.
Stąd też budynek Loyd’s przypomina bardziej futurystyczną fabrykę, niż współczesny biurowiec a sami londyńczycy potocznie nazywają go budynkiem ‚na lewą stronę’.

Budynek ukończono w 1986 roku a już w 25 lat później doczekał się statusu zabytku (stając się tym samym najmłodszą tego typu konstrukcją w historii). W uzasadnieniu wskazano, że budynek zaliczyć należy do grona najważniejszych reprezentantów epoki.

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Kolejny przypadek to konstrukcja o wiele młodsza, bo ukończona zaledwie w 2014 roku.
Londyńskie ‘WalkieTalkie‘ zlokalizowane przy 20 Fenchurch Street. Budynek zaprojektował urugwajski architekt Rafael Viñoly.
Opasła góra budynku opada i zwęża się ku dołowi. Nie sposób oprzeć się wrażaniu ogromnej ciężkości formy To budynek z gatunku tych, które się kocha albo nienawidzi. Realizacja nie ustrzegła się faki krytyki otrzymując niechlubną nagrodę Carbuncle Cup za najbrzydszy nowy budynek zbudowany na terenie Wielkiej Brytanii w danym roku.
Londyńczycy potocznie ochrzcili budynek mianem krótkofalówki właśnie z uwagi na kształt przypominający starą mobilną stację radiową.

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Początkowo budynek wznosić miał się na ok. 200m. Projekt jednak zmieniono obniżając wysokość do 160m z uwagi na obawy jak wpłynie on wizualnie na ogólny charakter miejsca, a przede wszystkim na znajdującą się nieopodal katedrę św. Pawła.

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Last but not least – the ‘the Gherkinprzy 30 St Mary Axe, zaprojektowany przez lorda Normana Roberta Fostera, światowej sławy brytyjskiego architekta.
Ukończony w 2004 roku 180-metrowy budynek to świadectwo, kolejnej po II WŚ, krwawej historii londyńskiego City. Konstrukcja stanęła bowiem dokładnie w miejscu, w którym 10 kwietnia 1992 roku, na skutek zamachu bombowego dokonanego przez Irlandzką Armie Republikańską, zburzony został biurowiec Baltic Exchange.
Korniszon, bo taką potoczną nazwę – z uwagi na swój nietypowy kształt – budynek otrzymał od londyńczyków, w przeciwieństwie do opisanej wcześniej Krótkofalówki, to zdobywca wielu prestiżowych nagród w tym m.in.: Best Central London Office Development 2004, Best New London Building 2004, Best British Innovation 2003, Skyscraper Award 200, a przede wszystkim nagrody Stirlinga przyznawanej przez Królewski Instytut Architektów Brytyjskich.
Co ciekawe, mimo swojego na pozór obłego kształtu, w budynku zastosowano tylko jeden zaokrąglony kawałek szkła – jest on umiejscowiony w soczewce na szczycie.
Aerodynamiczny kształt zmniejsza zawirowania wiatrów, a odpowiednio zaprojektowana, przeszklona elewacja umożliwia nie tylko wykorzystanie naturalnego oświetlenia, ale też naturalną wentylację. Łącznie zastosowane w budynku rozwiązania pozwalają na 50-proc. redukcję zużycia energii w stosunku do zwykłych wieżowców.

Korniszon posiada swojego, nieco mniejszego, ‚prawie’ bliźniaka! To zrealizowany równolegle, bo również w 2004 roku, biurowiec Torre Glòries znajdujący się w Barcelonie.

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Trzy opisane wyżej budynki to oczywiście jedynie wybrani rezydenci the Square Mile. Poza korniszonem, budynkiem na lewą stronę i krótkofalówką o miano najciekawszej konstrukcji City zaciekle walczą m.in. ananas, tarka do sera czy puszka z szynką. Jakby tego było mało, nieopodal, bo tuż nad przeciwległym brzegiem Tamizy, dumnie błyszczy odłamek (bądź jak kto woli oko Saurona), a niekształtne jajko gości władze miasta.

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO

Londyn to miasto, w którym co rusz powstają obiekty kultowe. Miasto, które stawia na wielkie nazwiska, przy czym nie obawia się kontrowersji. Pozwala to zapewne budować jego niepowtarzalny charakter – miejsca bogatego historią, a jednocześnie śmiało i odważnie spoglądającego w przyszłość.

Fotografie wykonałem moim niezawodnym zestawem: obiektywem Olympus M.Zuiko12-40 mm f/2.8 ED PRO zapiętym do korpusu Olympus OMD M5 Mark II. Jako ciekawostkę dodam, że powyższe zdjęcia przygotowane zostały techniką panoramy (każde składa się z kilkunastu osobnych, odpowiednio mniejszych kadrów).

***

Posted by Divt

Praktyk życia, futurysta, fotograf amator i aspirujący freeridowiec. Kocham dziką przyrodę i wszystko co z nią związane. Podróżuję, gdy tylko czas na to pozwala. Uwielbiam zimne miejsca i chłód północy…
‚Beauty at low temperatures is beauty’ – Joseph Brodsky

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *