Historia jednego zdjęcia. The Blind Girl 3.0

Z cyklu ‚historia jednego zdjęcia’.

Olympus OMD M5 Mark II; M.Zuiko 12-40 mm f/2.8 ED PRO: 1/1000 sek at f / 8.0, ISO 200

Zdjęcie powstało podczas lipcowego spaceru wzdłuż przecinającej Londyn Tamizy. Uściślając, dokładnie w połowie Mostu Londyńskiego, z którego rozpościera się widok na City, Bank Side czy Tower Bridge.
Nadzwyczaj gorący, upalny wręcz dzień chylił się już powoli ku końcowi. Okoliczne biurowce, niczym karabiny maszynowe, wypluwały setki, tysiące, miliony osób, które -po obowiązkowym przystanku w najbliższym pupie- ruszały spiesznie do domów.
Zgiełk, tumult, wszechobecny pęd.  Słuchawki na uszach, telefony w dłoniach. Te same ścieżki, przemierzane na pamięć. Wielkomiejski piękny świat, melodia małomiasteczkowa już niekoniecznie- idąc za słowami Dawida Podsiadło.
Raczej brak tu miejsca na codzienną refleksję, wyciszenie, odbiór bodźców innych niż odgłosy silników samochodów, samolotów, skuterów i wszelkiej innej maści hulajnog.

Bohaterka mojego zdjęcia taki moment zdaje się jednak znalazła. Nie bacząc na odgłosy centrum miasta czy dziesiątkami osób, które mijały ją każdej sekundy stała jakby zupełnie odłączona od całego otaczającego ją świata. Uśmiechnięta. Z zamkniętymi oczami a jednak wpatrzona prosto w zachodzące słońce. Dało się odczuć jak wielką radość, poczucie głębokiego relaksu, sprawia jej ta chwila. Niezrażona okolicznościami czerpała energię naszej gwiazdy. To jedyna osoba w promieniu setek metrów, która w tym momencie prawdziwie i autentycznie była.

Chwila ta przywołała mi na myśl obraz Johna Everett Millais zatytułowany ‚The Blind Girl’.
Dzieło powstało w 1896 roku a w chwili obecnej znajduje się w ‚Museum and Art Gallery’ w Birmingham.
Obraz przedstawia najpewniej dwie siostry, odpoczywające przy wiejskiej drodze. Na drugim planie granatowe niebo przeszyte podwójną tęczą, rozpościera się nad sielskim, wiejskim krajobrazem. Dopiero co przeszła burza nadaje dodatkowej głębi. Starsza dziewczyna, niewidoma jak wskazuje kartka na jej szyi, zdaje się zanurzać w świat otaczających ją dźwięków, zapachów i promieni słońca odbijających się od jej twarzy. Medytuje. Chłonie tą spokojną chwilę wszystkimi dostępnymi jej zmysłami. Wszak świat doznał przed chwilą naturalnego katharsis.

Jakież było moje zdziwienie, gdy zestawiłem oba obrazy ze sobą. Mój, wykonany 2 wieki później w centrum jednej z największych metropolii świata, z tym który po mistrzowsku oddaje spokój dawnej wsi. Zbieżność poszczególnych detali wprost wskazuje na możliwe zakrzywienie czasoprzestrzeni ;).
Wniosek? Refleksji i chwili zadumy możemy szukać wszędzie, niezależnie od miejsca i czasu.

Zdjęcie wykonałem obiektywem Olympus M.Zuiko12-40 mm f/2.8 ED PRO zapiętym do korpusu Olympus OMD M5 Mark II. Jako, że absolutnie nie chciałem w żaden sposób zakłócać swoją obecnością chwili, szybko wybrałem przysłonę (f/8.0) chcąc wyodrębnić elementy tła i pozwoliłem mojej maszynie ‚do her magic’.
Wnikliwy obserwator zapyta: czy bohaterka zdjęcia aby napewno zwrócona jest w stronę Słońca skoro cienie na chodniku wskazują coś innego? Zgadza się, sam byłem początkowo zdziwiony. Słońce znajdowało się po mojej lewej stronie. Dodatkowe cienie wywołane są zapewne za sprawą odblasków z elewacji znajdujących się za mną biurowców. W tym biurowca ‚The Shard’.

***

Posted by Divt
Praktyk życia, futurysta, fotograf amator i aspirujący freeridowiec. Kocham dziką przyrodę i wszystko co z nią związane. Podróżuję, gdy tylko czas na to pozwala. Uwielbiam zimne miejsca i chłód północy…
‚Beauty at low temperatures is beauty’ – Joseph Brodsky

Dodaj komentarz