Barbican

The Barbican – miejska forteca.

Nie licząc rozgwieżdżonego nieba, literatury popularno-naukowej, majestatu gór czy innych cudów natur, w moim sercu od zawsze wyjątkowe miejsce gości architektura. Ta, w swej rozciągłości stylów i fantazji projektantów, potrafi dostarczyć emocji iście skrajnych. Od tych wywołujących autentyczny zachwyt i poruszenie, po odczucia porównywalne z tymi, których doświadczyć można wpatrując się szeroko otwartymi oczami, w najgorętszy dzień, prosto w słońce. Gdyby trzymać się tej analogii w Polsce mielibyśmy 360 słonecznych dni w roku.

Szczęśliwie, towarzyszyć nam dziś będzie aura brytyjska- mowa bowiem o The Barbican, jednym z najbardziej ambitnych projektów osiedli mieszkalnych na świecie.
Ogromny kompleks składający się z 4 tyś apartamentów, obiektów użyteczności publicznej, instytucji kulturalnych, dworca kolejowego, stacji metra i przestrzeni miejskiej połączonej skomplikowaną siecią podwieszanych chodników. Wybudowany w latach 1960-70 na obszarze ponad 16 hektarów, zlokalizowany w samym centrum Londynu, stanowi wyjątkowy rozdział w brytyjskiej historii mieszkalnictwa komunalnego.

Po dotkliwych i bolesnych latach II WŚ, w których to znaczna część obszaru Londynu została zrównana z ziemią, część ówczesnych polityków dostrzegła okazję by zniszczone dzielnice odbudować w oparciu o nowe, radykalne pomysły i myślenie metropolitarne.
Barbican to prawdopodobnie najdonoślejszy element tego szerokiego projektu.

Historia architektoniczna Barbakanu faktycznie zaczyna się w sąsiedniej Golden Line Estate. W latach 50 ubiegłego wieku, rada miejska ogłosiła konkurs, którego celem było wyłonienie projektanta wspomnianego osiedla. Trzech młodych, zupełnie nieznanych architektów z politechniki Kingstone zgłosiło swój udział. Zawarli oni swoisty pakt, w którym obiecali sobie wzajemnie, że jeśli którykolwiek z nich zwycięży, połączą siły i wspólnie przygotują projekt.
Peter „Joe” Chamberlin, Geoffry Powell i Christoph Bon, inspirowani ówczesnymi modernistami takimi jak Le Corbusier, stworzyli wyjątkowy na ówczesne czasy projekt osiedla mieszkalnego łączącego w sobie nowoczesne, kolorowe siatkowane fasady, miejsca użyteczności publicznej i rozległe otwarte przestrzenie.

Projekt Golden Line wywarł tak duże wrażenie, że ówczesne władze zdecydowały się powierzyć trójce architektów kolejne przedsięwzięcie- tym razem rzecz miała dotyczyć jeszcze większej sprawy- kompleksu Barbican.

Barbakan projektowany był z myślą o profesjonalistach klasy średniej. W tamtym czasie, życie w ścisłym centrum miasta było jednak niejako niemodne. By rozwiązać ten problem, architekci postanowili wprowadzić do swojego projektu bogatą ofertę kulturalną, przewidując miejsce na szkołę muzyczną, galerie sztuki, restauracje, puby czy kina. Głównym jednak celem było przedstawienie projektu jako ekskluzywnego i bezpiecznego.

W centrum kompleksu zaprojektowano rozległe place i ogrody służące rekreacji i aktywnemu spędzaniu wolnego czasu. Wewnętrzny ład i swoista harmonia kontrastuje z tym jak kompleks odbierany jest z zewnątrz. Barbakan wydaje się bowiem miejscem niedostępnym i pogmatwanym. Wejścia i trakty komunikacyjne nie są oczywiste, lecz taki właśnie był zamysł projektantów. Uczynić Barbakan pozornie zamkniętym, na kształt średniowiecznej twierdzy, fortecy osadzonej w samym sercu miasta.

Przy projektowaniu Golden Line Estate trójka architektów czerpała garściami z europejskiego modernizmu. Jego lekkie detale czy odważna kolorystyka zdają najpełniej prezentować się w ciągu dnia i w pełnym słońcu. W pochmurną pogodę natomiast wydają się nieco płaskie i bez życia.
Nauczeni doświadczeniem Peter, Geoffry i Christoph postanowili stworzyć brytyjską wersję modernizmu- wypełnionego wyraźną teksturą i roślinami by nawet w typowy, nędzny pogodowo brytyjski dzień, kompleks wydawał się wizualnie dynamiczny, żywy.

 

Niesamowite wrażenie robią detale. Mimo, że kompleks liczy sobie już prawie 40 lat, wszystkie nowinki technologiczne oraz elementy wyposażenia pozostały niezmienione, a co ważniejsze, nieustannie służą mieszkańcom tego mini miasteczka.

Barbakan wykonano głównie z betonu lecz rozziew z wszechobecną roślinnością wydaje się wręcz naturalny. Kwiaty, umieszczane na kaskadowych balkonach, zdają się przypominać wiszące ogrody.

Apartamenty w Barbakanie pierwotnie dostępne były w ramach oferty komunalnej miasta. W chwili obecnej jednak praktycznie wszystkie mieszkania należą do prywatnych właścicieli. Trzy strzeliste wieże mieszczące największe z nich (3-4 pokojowe) do dziś stanowią najwyższe apartamentowce Londynu (123m). Mieszkania zlokalizowane na najwyższych piętrach objęte są ścisłą opieką konserwatorską, a ich właścicielom nie wolno wprowadzać w nich żadnych zmian bez odpowiedniej zgody (tyczy się to również wyposażenia). O utrzymanie takiego porządku nietrudno. Mieszkańcy Barbakanu kolektywnie dbają o zachowanie niepowtarzalnego charakteru miejsca. Sam doświadczyłem tego na własnej skórze będąc ‚przegonionym’ z miejsca udostępnionego wyłącznie dla mieszkańców (czego oczywiście nie byłem świadom). Na szczęście, finał historii okazał się całkiem sympatyczny. Przeganiający mnie mężczyzna (notabene poruszający się na wózku inwalidzkim) okazał się prawdziwym genelmanem. Zaoferował prywatną wycieczkę po całym kompleksie, opowiadając przy tym o jego bogatej historii.

Zamieszkać w Barbakanie to dziś marzenie wielu, nie tylko londyńczyków. Marzenie, bo o własne ‚M’ w tym miejscu bardzo trudno. Pierwszy powód to kompletny brak ofert sprzedaży mieszkań. Na rynku, w danym czasie, zwykle dostępne są maksymalnie 2,3 oferty. Drugi, zaporowe ceny. Każda z dostępnych ofert wymaga portfela zdolnego pomieścić sumy rzędu kilkuset tysięcy funtów. Niektóre apartamenty wyceniane są na grubo ponad milion.

Uczciwie przyznaje, Barbakan zrobił na mnie kolosalne wrażenie. Uwielbiam miejsca takie jak to. Po części wynika to z faktu, że modernizm zawsze budził we mnie ciepłe uczucia. W tym przypadku chodzi jednak o coś więcej. Dawno nie byłem w miejscu tak spokojnym, w którym mimo pozornej ciężkości czułem się absolutnie zrelaksowany. Błądzenie niezliczonymi chodnikami, odkrywanie co rusz nowych miejsc sprawiało mi autentyczną przyjemność. Forteca okazała się również wdzięczną muzą, chętnie pozując do zdjęć. Mam nadzieję, że choć w procencie udało mi się uchwycić jej niepowtarzalny klimat.
Obowiązkowy punkt na liście wszystkich miłośników architektury, i nie tylko.

***

Posted by Divt
Praktyk życia, futurysta, fotograf amator i aspirujący freeridowiec. Kocham dziką przyrodę i wszystko co z nią związane. Podróżuję, gdy tylko czas na to pozwala. Uwielbiam zimne miejsca i chłód północy…
‚Beauty at low temperatures is beauty’ – Joseph Brodsky

Dodaj komentarz